Nie zgadzam wraz z zarzutem popełnienia oszustwa i się z tym zarzutem nigdy nie zgodzę - mówił były szef Amber Gold Marcin P. zanim komisją śledczą. Zaznaczył równocześnie, że nie jest faktycznie, iż nie czuje żadnej odpowiedzialności za to, jak się stało, bo jakikolwiek ponosi odpowiedzialność za swoje czyny.

Wtorkowe przesłuchanie byłego szefa Amber Gold zakończyło się po więcej niż pięciu godzinach i było jego drugim przesłuchaniem przed sejmową komisją śledczą; pierwsze odbyło się 28 czerwca.

Marcin P. ocenił, że patrząc z szanse czasu, mógł stwierdzić, że był parasol ochronny morzem Amber Gold, ale na temat jego istnieniu zupełnie odrzucić wiedział. Mówił na temat przy kontekście działalności urzędów skarbowych.

- Nie umiem ocenić tego, czy wówczas był faktycznie parasol zapobiegawczy czy nie, to istnieją moje domysły. Czy jakiś człowiek liczył na spłatę nazywanego długu, bo tak wówczas można by było nazwać, podejrzewam, że jeżeli tego typu parasol ochronny by był, to tak - powiedział P.

Szczęśliwe zbiegi okoliczności

Marcin P.: były plany, by wozić samolotami OLT na zlecenie kancelarii Sejmu, Senatu i prezydenta

Zaznaczył, że nie ma wiedzy, że taki "parasol" istniał, ale patrząc z perspektywy czasu widzi, że ze strony m. in. pomorskiego urzędu skarbowego było dla niego "wiele pomyślnych zbiegów okoliczności", an on w takie nie wierzy.

Spółka Amber Gold powstała z początku 2009 r. i miała inwestować po złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim procentem inwestycji. W 2011 r. firma zainwestowała też przy linie lotnicze - linie OLT Express, które funkcjonowały przez kilka miesięcy 2012 r. 13 sierpnia 2012 r. Amber Gold ogłosiła likwidację; tysiącom swoich kontrahentów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. Według ustaleń, w latach 2009-2012 w zakresie tzw. piramidy finansowej firma oszukała w sumie niemal 19 tys. klientów, doprowadzając do odwiedzenia niekorzystnego rozporządzenia mieniem rzędu prawie 851 mln zł.

Szef Amber Gold Marcin P. został unieruchomiony i trafił do aresztu w sierpniu 2012 r., a jego żona Katarzyna została aresztowana w kwietniu 2013 r. Od marca 2016 r. przed gdańskim Sądem Okręgowym trwa pierwotnego proces. Obok oszustwa znacznej wartości zarzuca się im także pranie pieniędzy wyłudzonych od klientów parabanku.

"Czuję odpowiedzialność"

- Ja odczuwam odpowiedzialność i to zostaje tylko ze mną, ów odpowiedzialność i z nikim więcej, dlatego ja cały czas podkreślam, że moja osoba nie oczekuję od was niczego takiego: zwolnienia wraz z aresztu, w chwili obecnej jakiegoś układu politycznego, tak jak niektórzy w tym miejscu proponują, czy sugerują - może nie proponują, bo to zbyt duże słowo - sugerują, ja jakiegoś elementu takiego nie oczekuję a mianowicie mówił komisji b. szef Amber Gold.

W trakcie przesłuchania przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) pytała P. o wątek drobnego świadka koronnego oraz na temat to, czy prokuratura kiedyś powróciła do takiej sugestii lub czy ewentualnie P. ją ponawiał.

Marcin P. znów poprzednio komisją ds. Amber Gold

- Ja jej przenigdy nie ponawiałem, prokuratura w żadnym wypadku nie powróciła. Ja bym chyba nie chciał dzięki ten temat opowiadać w tym miejscu, bo dla mnie to było dość żenujące, bo zostałem potraktowany jak wariat i później jeszcze przyjechał do mnie funkcjonariusz ABW, który mnie przesłuchiwał w sytuacji pana Korytkowskiego (Andrzeja, byłego prezesa Finroyal, parabanku działającego w czasie funkcjonowania Amber Gold - red. ), który stwierdził - bo zaczęliśmy rozmowę nt. komisji śledczej, która w tamtym momencie miała powstać - ja mówię: dobrze może, żeby powstała, on powiedział, że ta komisja nigdy nie powstanie" - powiedział P.

Dopytywany, dlaczego komisja nie miałaby wykształcić się, P. odpowiedział: "Bo nie istnieje takiej woli politycznej, by powstała, tak to zostało powiedziane". P. dodał, hdy te słowa padły przy areszcie śledczym w Gdańsku.

- Ta konwersacja z tą komisją śledczą była już po protokole na sam koniec, to było w formie takiej, no jakby dano mnie do zrozumienia, że: "i tak przecież nic ze swoją wiedzą nigdy nie zaakceptować zrobisz" - powiedział P. - Tak to odbieram, ale to jest swoje odczucie, nie chcę tu nikogo oceniać - zaznaczył P.

System księgowy

Świadek zwracał ponadto atencję, że podczas śledztwa pies z kulawą nogą nie badał danych układu księgowego Agnet. - Prokuratura twierdzi, że zawarto inwestycji na wartość 850 mln zł. Zgodnie z układem Agnet i ilością ugód, zawarto lokaty na sumę prawie 1, 5 mld złotych (... ) wówczas jest ta zasadnicza sprzeczność, której prokuratura w ogóle nie badała i nie zaakceptować wskazała w akcie oskarżenia - zeznał.

Jego zdaniem zbadana powinna stać się także działalność syndyka, który - jak stwierdził P. a mianowicie "nigdy nie zapoznał się z 99 tomami akt sprawy karnej, w których dawny dokumenty związane z lokatami".

Marcin P. podtrzymał również swoje zeznania spośród czerwca, w których twierdził, że "głównym przedmiotem działania spółki Amber Gold była oferta lokat w srebro i inne metale szlachetne". Jak mówił faktury zbytnio zakup złota były w spółce i zostały chronione. Wartość zakupionego złota, wedle Marcina P., to 394 mln zł.

Zeznał też, że zawierane umowy z klientami spółki, w jego mniemaniu "nie nosiły znamion oszustwa".

- To całość było jasno, wyraźnie, ciekawie opisane (... ), poza tym spółka prowadziła wortalu, na którym wyjaśniała owe kwestie (... ), wielu świadków w chwili aktualnej, jak przychodzi na salę rozpraw, mówi, że katalogów to w ogóle odrzucić interesowało. Ich nie interesowało to, ile złota będzie, ich interesował tylko profit, a nie warunki umowy i to jest naczelny problem, że nikt faktycznie nie zapoznał się spośród warunkami umowy i prawdopodobnie myślał, że nie należy się z tym zapoznawać, i że będzie miał szansę zarabiać w nieskończoność a mianowicie powiedział Marcin P.

Nie czytali umów

Marek Suski (PiS) pytał jednak, czy klienci Amber Gold "mieli jasno w planie umowy wpisane, że lokatę w złoto mają po wysokości 1 proc. lub, być może 2 proc. swojej lokaty". - Dysponowali to wpisane. Było to we wszystkich informacjach na stronach internetowych, łącznie wraz z aplikacjami, które pokazywały jak na przykład mniej więcej wygląda całkowity proces inwestycji - odparł. Zaznaczył jednocześnie, że klienci mogli o tym nie wiedzieć, "bo nie czytali umów". Suski pytał oprócz tego o czerwcowe zeznania świadka, w których twierdził on metrów. in., że środki dzięki inwestycje Amber Gold pochodziły z różnicy kursów pośród złotem zakupionym a sprzedanym. Suski dopytywał, jakie zyski udało się spółce osiągnąć w ten sposób. - Odmawiam odpowiedzi. Mogę tylko tyle zobrazować, że kurs złota i dolara względem złotówki w ciągu dwóch lat wzrósł o około 200 proc. - powiedział.

- Ja się nie zaakceptować zgadzam z zarzutem popełnienia oszustwa i się z tym zarzutem nigdy odrzucić zgodzę - podkreślił świadek.

B. szef Amber Gold powiedział też, że księgowość spółki była kierowana w sposób rzetelny - prowadziło ją 14 jednostek, an odpowiadał za panią an on sam.

Chcieli stworzyć bank

W trakcie przesłuchania Marcin P. przyznał, że docelowo Amber Gold miał zostać przekształcony po bank. - To nie jawi się być jakaś wielka tajemnica jak i również to było oficjalnie mówione wszystkim. Zresztą rozmowy i poszukiwania takiego biznesu był prowadzone. W tej sprawy nawet zgłaszały się firmy, które proponowały nam na wstępie np. zakup Providenta - zeznał.

Platforma "powołuje zespół do spraw SKOK-ów". Bo Sejm nie chce komisji śledczej

Dodał, że prowadzone były konwersacji o zakupie angielskiej firmy, która jest właścicielem polskiego Providenta. - Te rozmowy zostały przerwane w 2012 roku, w czerwcu skromniej, więcej - powiedział P.

P. odniósł się też do inwestycji Amber Gold w OLT Express. - Jeżeli chodzi o inwestowanie w branżę lotniczą, tło tej inwestycji, wówczas była moja decyzja, jaka była związana z naszym, że mi się aktywność lotnicza bardzo podoba a mianowicie powiedział Marcin P.

Dodał, że jego kluczowym celem było wypromowanie miarki lotniczych, zdobycie rynku i odsprzedaż z zyskiem. a mianowicie Ja tego nie ukrywam - zaznaczył.

W połowie 2011 r. Amber Gold przejęła większościowe udziały w liniach lotniczych Jet Air, następnie w niemieckich OLT Germany, a u dołu koniec 2011 r. po liniach Yes Airways. Stanęła wtedy marka OLT Express, pod którą działały linie OLT Express Regional (z siedzibą w Gdańsku, wykonujące rejsowe połączenia krajowe) oraz OLT Express Poland (z siedzibą w stolicy polski, które wykonywały czarterowe przewozy międzynarodowe). Linie OLT Express rozpoczęły aktywność 1 kwietnia 2012 r.

Kogo miał wozić OLT?

Szefowa komisji zapytała, czy były zamiary, aby OLT rozpoczęło przewóz osób w ramach Kancelarii Sejmu czy Senatu bądź Kancelarii Prezydenta. Marcin P., odpowiedział: "Tak, był taki plan", ale nie pamiętał dokładnie kiedy on powstał. P. potwierdzał także, że pytania o wykorzystanie samolotów OLT Express przychodziły z odmiennych podmiotów, m. in. z Komendy Głównej Policji przy związku z transportem jednostek podlegających ekstradycji.

Witold Zembaczyński (Nowoczesna) zapytał byłego szefa Amber Gold, lub w ogóle istniał biznesplan dla tej spółki. a mianowicie Tak istniał, ale w pozostałym zakresie odmawiam reakcji na to pytanie - odpowiedział Marcin P.

Jednocześnie Marcin P. oświadczył, że chce sprostować zeznania złożone przez Andrzeja K. byłego prezesa spółki Finroyal. Finroyal był to parabank działający w czasie działania Amber Gold. Marcin P. przekazał też komisji e-maile - swą korespondencję z ówczesnym prezesem Finroyal.

- Nie jawi się być prawdą wówczas, że pan K. (... ) ustalił ze mną, że ja kupię spółkę Finroyal. Z maili explicite wynika, że ja wyraziłem zgodę maksymalnie na udzielenie 12 mln zł kwoty pożyczki w 10 transzach po 1, 2 mln zł każda. Warunkiem zadzierzgnięcia takiej umowy było podpisanie przez spółkę Amber Gold w ostateczności kontraktu lokacyjnego sporządzonego przez spółkę Finroyal i nigdy nie miało dojść do zamiany tegoż na umowę - rzekł Marcin P.

Zapytany, czy ktoś mu kazał przelać 12 mln złotych na rzecz ówczesnego prezesa Finroyal, Marcin P. odpowiedział, że "nigdy nie jest przelanych 12 mln zł". Na pytanie o przelanie transzy w wysokości 1, 2 mln zł, odpowiedział: "Było sugerowane, żeby ukoić sytuację - tak wówczas określę".

Wassermann spytała, z jakiego środowiska płynęła ta sugestia, żeby Marcin P. przelał te finanse. - Z wewnątrz korporacji Amber Gold i bez wątpienia nie ze środowiska przestępczego. W pozostałym zakresie odmawiam odpowiedzi na to pytanie - odpowiedział były kierownik Amber Gold.

Dodał, że prezes Finroyal zdobył ratę pożyczki - jednej, 2 mln zł - i został poproszony na temat przysłanie szczegółowych danych na co rozdysponował te nakłady, ale nigdy tego nie zrobił. Wtedy Wassermann rzekła, że "te pieniądze były natychmiast wyprowadzone zagranicę i zniknęły".

Pytania na temat Michała Tuska

Podczas przesłuchania komisja pytała Marcina P., czy w jakiejkolwiek sprawie dotyczącej Amber Gold prowadzonej przez ABW lub prokuraturę był pytany o syna b. premiera Donalda Tuska, Michała, który współpracował wraz z OLT Express. Były kierownik Amber Gold przyznał, iż na wstępie września 2012 roku kalendarzowego, gdy siedział w areszcie, prokurator z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku odwiedziła fita i zadała m. in. kilka pytań o Michała Tuska. - Nikt w żadnym wypadku więcej mnie o Michała Tuska nie pytał a mianowicie wskazał.

Jak gadał świadek, prokurator z gdańskiej prokuratury okręgowej interesowało, "czy Michał Tusk mógł narazić port lotniczy na krzywdy i czy wynosił jakieś dane z portu lotniczego".

Kiedy zrealizowany zostanie komisja w sprawie wyłudzeń VAT-u? Minister wyjaśnia

Marcin P. powtórzył przy szansie, że to co Michał Tusk przekazywał z portu gdańskiego było "tajemnicami przedsiębiorstwa", a nie było ogólnie dostępne, jak zeznawali niektóre osoby świadkowie, m. in. prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Przyznał, że śledztwo, w ramach któregoż był o to pytany, "to była inna sygnatura, to była inna rzecz, inny wątek, jakby odrzucić wiążący się ze rzeczą Amber Gold". - Wówczas był tydzień, półtora po moim tymczasowym aresztowaniu a mianowicie doprecyzował. W innym chwili przesłuchania P. przyznał też, że nigdy nie był pytany o b. szefa MSW Jacka Cichockiego.

Wiceszef komisji Marek Suski (PiS) pytał natomiast Marcina P., czy podczas jakiegokolwiek przesłuchania w prokuraturze, czy w ABW, pytano go o źródło przecieku dot. wejścia do Amber Gold funkcjonariuszy ABW bądź pozostałych służb. - Nigdy ów temat nie był poruszany - powiedział P. Dopytywany, skąd wiedział o wejściu ABW, P. odmówił reakcji na to pytanie w nawiązaniu z toczącym się postępowaniem karnym.

Suski dopytywał jedna z ilu źródeł P. pozyskiwał wiedzę dot. wejścia ABW. - Z co najmniej pięciu a mianowicie odpowiedział świadek.

Marcin P. przekonywał, że "nigdy nie był ofiarą jakichkolwiek bądź nacisków". Dopytywany, czy nigdy "nie pukał" do faceta świat przestępczy, odparł: "nigdy nie pukał żaden rzeczywistość przestępczy". Na zakończenie przesłuchania Zembaczyński zapytał świadka, co będzie robił po wyjściu na wolność. - Lecz ten dzień nastąpi zbytnio około 10 lat, zatem jeszcze się nad naszym nie zastanawiam - odparł Marcin P.