W 2018 r. zmarło w Polsce 414 tysięcy osób - powstaje z danych GUS. Tak wiele zgonów nad Wisłą nie było od zakończenia II wojny światowej. Jednocześnie a mianowicie mimo miliardów złotych pompowanych w program 500 dodatkowo - spadła liczba urodzeń.

Tak dużą cyfrę zgonów, jaką odnotowano przy ubiegłym roku, GUS przewidywał dopiero w czwartej dekadzie Dwudziestego pierwszego wieku. Tego, że cyfra Polaków, którzy umierają, wzrośnie, można się było spodziewać. To efekt starzenia się osób z powojennego wyżu demograficznego. Martwiący może stanowić jednak fakt, że wyprzedziliśmy prognozy, a w minionych latach przestała rosnąć umiarkowana długość życia w własnym kraju (CO ZABIJA POLAKÓW? - CZYTAJ WIĘCEJ Przy MAGAZYNIE TVN24).

Jednocześnie w 2018 r. urodziło się zaledwie 388 tys. dzieci – o 3, 5 proc. mniej niż w roku poprzednim. Na temat rozwierających się "nożycach demograficznych" rozmawiamy z demograf, profesor Ireną Kotowską.

Irena E. Kotowska, prof. SGH, przewodnicząca Komitetu Nauk Demograficznych PAN: Moim zdaniem oczekiwanie, że program pięćset plus trwale poprawi przyrost naturalny, było naiwnością. Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że to, czy kobiety częściej będą się decydowały na dziecko, nie zaakceptować będzie miało decydującego wpływu na liczbę urodzeń. Sporo istotniejsze jest to, że kobiet w wieku rozrodczym jest coraz mniej. To efekt niskich wskaźników dzietności w przeszłości. Zatem przyrostu naturalnego trwale nie poprawimy, możemy się tylko starać o poprawę wskaźnika dzietności, czyli liczby dzieci przypadających na kobietę w stuleciu rozrodczym. To pozwoli na zmniejszenie przewidywanego spadku ilości urodzeń.

Zalążek:. pl Liczba urodzeń jak i również zgonów w Polsce w latach 1990-2018

Dzietności nie da się faktycznie szybko poprawić. Zależy naszej firmie, by kobiety rodziły większą ilość dzieci, by poprawiały się wskaźniki płodności. W niedawnych dwóch, trzech latach zwiększyła się częstotliwość urodzeń przy kluczowej dla wskaźnika płodności grupie 25-39 lat. Dzięki razie najwyższe wskaźniki ciągle są w grupie 25-29 lat, ale to się powoli zmienia i raz za razem starsze kobiety decydują się na macierzyństwo. Wzrastają cząstkowe wskaźniki płodności kobiet po wieku 30-34 lata, zaś także, choć nieco słabiej, kobiet w wieku 35-39 lat. Przełożyło się wówczas na wzrost urodzeń, ale dotyczył tylko urodzeń drugich dzieci, czyli tych, na których ustawodawcom najbardziej zależało w programie 500 plus. Zaobserwowaliśmy również wzrost ilości urodzeń dzieci trzecich. Nieszczęśliwie, niepokoi fakt, że zmniejsza się liczba urodzeń początkowych. Po nieznacznym wzroście tychże urodzeń w 2016 roku kalendarzowego o 1 procent przy stosunku do 2015 r., nastąpił powrót do tendencji spadkowej, którą obserwujemy od 2010 roku. Udział urodzeń pierwszych dzieci zmniejszył się z 48, 7 procent w 2010 roku do odwiedzenia 42, 9 procent po 2017 roku. Zarysowuje się polaryzacja, czyli pojawia się więcej par, które po ogóle nie chcą pozostać rodzicami.

Źródło:. pl Liczba urodzeń jak i również zgonów na terytorium polski w latach 1946-1989

Ten rozwój nie jest skutkiem jedynie i wyłącznie wprowadzenia programu 500 plus. Wcześniej wprowadzono wiele rozwiązań, jak na przykład urlopy rodzicielskie jak i również uelastycznienie urlopów rodzicielskich, świadczenie rodzicielskie, Karta Dużej Rodziny, modyfikacja ulg podatkowych, weryfikacja wyznacznik dochodowego i podniesienie poziomie świadczeń rodzinnych, których rezultaty obserwujemy teraz. Poprawiły się możliwości wychowywania dzieci, pomijając tym poprawiła się także sytuacja na rynku roboty - wzrost płac i spadek bezrobocia. Pozycja zatrudnionych w dziedzinie pracy się wzmacnia, a to ma istota przy podejmowaniu decyzji na temat posiadaniu dzieci i pomaga w zapewnieniu odpowiedniego normy wychowania. Poprawiły się też instytucjonalne usługi opiekuńcze ponad dziećmi, a z pozostałej strony przy wyższych zyskach łatwiej można zatrudnić poboczną pomoc. Te wszystkie składniki sprzyjały temu, że większą ilość wiadomości rodziców uznało, że nastapił dobry czas i podjęło decyzję o drugim i trzecim dziecku. To odrzucić jest tylko skutek 500 plus.

Oczywiście, hdy można inaczej. Choć konieczne były te transfery finansowe dla rodzin, bo zostały sygnałem, że społeczeństwo poprzez budżet państwa chce uczestniczyć w wysiłku wychowywania dzieci. Ale oprócz kosztu bezpośredniego rodzicielstwa jest i nakład pieniężny pośredni, który wiąże się czasem z rezygnacji wraz z pewnych rzeczy, z pracy, z rozwoju zawodowego. Faktycznie dużego wsparcia rodzin zbyt pomocą bezpośrednich transferów pieniężnych wcześniej nie było. Był kryzys ekonomiczny, zamrożone były progi dochodowe przy zasiłkach rodzinnych. Były próby wsparcia finansowego przez ulgi podatkowe, ale powiedziałabym, że były to małe kroki.

Źródło: GUS Współczynnik dzietności na terytorium polski

Jestem za wspieraniem finansowym rodzin, ale nie w strategia, który został przeprowadzony. Zrobiono to poza systemem świadczeń dla rodzin, który funkcjonuje. Powoduje to określone koszty, obciążanie dodatkową pracą urzędników administracji publicznej. Można to było zrobić inaczej. Trzeba jednak dostrzec, że a transfer był bardzo przydatny, choć powinna być większa selektywność tego rozwiązania pod względem kryteriów dochodowych.

Jak się okazało – nie, nadal spada liczba początkowych urodzeń. W ograniczonym obszarze udało się przyspieszyć kalendarz (podjęcie decyzji o kolejnych dzieciach). Nie jest to jednak sposób na wpływanie na podjęcie decyzji o dzieciach.

Współczynnik dzietności nie będzie szybko wzrastał. Ja się niepokoję, iż będzie rosła część jednostek, które z własnego doboru nie będą chciały posiadać dzieci. Jest jeszcze parę elementów, które mogą oddziaływać na dzietność i przyrost naturalny. Na przykład forma zdrowia ludności czy infrastruktura wspierająca decyzje prokreacyjne. Coraz to więcej osób młodych posiada problemy z prokreacją. Wówczas wynika z różnych faktorów, nie tylko związanych z opóźnianiem decyzji o dziecku, ale także środowiskowych. Dziewczynom trudniej zajść w ciążę, jest więcej poronień. Zaś mężczyźni mają mniejszy potencjał do zapładniania. Dzięki postępowi medycyny jest coraz większą ilość osób w populacji na temat różnych ograniczeniach zdrowotnych. Zmniejsza się więc potencjał reprodukcyjny populacji. Mamy na to wpływ w pewnym stopniu, medycyna dzierży środki, by wspierać prokreację. U nas się jednakże nie docenia znaczenia faktorów wpływających na potencjał prokreacyjny ani leczenia niepłodności. Po dyskusji o wspieraniu prokreacji cała infrastruktura dotycząca zdrowia reprodukcyjnego jest pomijana jak i również nie zastanawiamy się, jakim sposobem pomóc młodym osobom w podejmowaniu decyzji o naszym, czy i ile chciałyby mieć dzieci. Głośno wydaje się tylko o in vitro, ale poza tym trudność zdrowia prokreacyjnego jest pomijany. Przyjmuje się ideologiczne wymogi do oceny tego zjawiska, a przecież mówimy o stanie zdrowia Polaków.

Kobiety chcą zdobyć jakąś pozycję materialną i zawodową, zanim zostaną matkami. Inwestują w wykształcenie. W relacji z tym wejście w rynek pracy jest coraz to późniejsze. Trzeba się dostosowywać do coraz większych wymagań na rynku pracy, niewiele ludzi ma jedną stabilną pracę przez całe życie. Zainwestowanie w wykształcenie i postęp zawodowy powoduje, że ciężęj jest później z tychże rzeczy zrezygnować. Rodzicielstwo ma większe znaczenie dla wzrostu zawodowego kobiet niż facetow. To też wynika z czynników kulturowych, które spośród kolei wpływają na zadania polityki rodzinnej. Niestety, stale istnieje tak zwana "motherhood penalty". Kobiety, które postanawiają się na dzieci, zarabiają mniej i mają kłopoty ze znalezieniem pracy lub pozostaniem w zatrudnieniu, lub pracą w pełnym zakresie czasu pracy bez aspektu na kwalifikacje, umiejętności bądź doświadczenie. Luka płacowa według płci czy różnice po przebiegu pracy zawodowej przekładają się na niekorzystne dla kobiet różnice emerytur. Naturalnie wynika to z owego, że matki nie będą tak zaangażowane na branży pracy jak ojcowie ze względu w zobowiązania rodzinne. Ale w końcu dzieci mają dwoje rodziny. Dlaczego zatem tylko od momentu kobiet oczekuje się wycofywania z rynku pracy przy związku z opieką nad małym dzieckiem? A wszak powinno się zwracać uwagę na to, że oboje rodziców w pewnym czasie powinno ograniczyć swoje odpowiedzialność w branży pracy, by zaopiekować się dzieckiem.

Powinien być silniejszy nacisk, by do kodeksu pracy wprowadzać rozwiązania łączenia pracy profesjonalnej z rodziną. Nabierają one coraz większego znaczenia. Tuż przy czym polepszają się też adresaci tych rozwiązań. Na zarania dyskutowano o łączeniu roboty zawodowej z opieką poprzez matki, an ojcowie nie zaakceptować istnieli. Na szczęście teraz się to zmienia i coraz częściej mówi się o opiekunach i rodzicach. I o coraz większym zaangażowaniu ojców. Trzeba odejść od postrzegania mężczyzny jako jedynego żywiciela rodziny - pracownika, a kobiety przy roli opiekunki.

Jak zwalczać lukę płacową?

Za pomocą zachęcania ojców, by także korzystali z przerw w pracy w związku z opieką morzem małym dzieckiem. Na wzór takim rozwiązaniem są urlopy rodzicielskie skierowane do obojga rodziców, wprowadzone w 2013 roku. Niestety, z początku określane były macierzyńskimi. Dotąd ich wykorzystanie przez ojców ciągle jest niewielkie, ale rośnie i uważam, że to się będzie zmieniać. Korzystanie z tych urlopów nie zaakceptować zależy niestety tylko jak i również wyłącznie od chęci ojca uczestniczenia w opiece. Istnieją jeszcze bariery kulturowe a mianowicie pracodawcom łatwiej zaakceptować damy, które idą na tego typu urlopy.

Źródło: UNDESA, tvn4bis. pl Procent osób mających sześcdziesięciu lat i więcej w populacji

To wydaje się być zmiana cywilizacyjna obserwowana od wielu lat. To, jaka jest struktura wieku populacji, zależy od trzech podzespołów. Od płodności, czyli od czasu tego, ile dzieci się rodzi, umieralności, czyli jak na przykład długo żyjemy oraz od migracji. W krajach rozwiniętych osiągnięto największy sukces przy wydłużaniu życia, ale równocześnie nastąpił głęboki spadek dzietności do poziomu poniżej zastępowalności pokoleń. Proces starzenia się populacji jest globalnym i nieodwracalnym rezultatem przemian sporu odtwarzania pokoleń. Pewne państwa są bardziej zaawansowane przy tych przemianach, jednocześnie "radząc sobie lepiej" z tymi zmianami. Na przykład Francja bądź Szwecja nigdy nie miały wskaźnika dzietności poniżej 1, 6 (urodzeń na jedną kobietę), więc udało się te procesy spadku dzietności zahamować. W Europie Południowej i Środkowej ten wskaźnik spadł poniżej 1, 3, co oznacza już bardzo niską dzietność. To niweluje podstawę piramidy wieku i sprawia, że te "mało liczne" roczniki przechodząc do kolejnych grup wieku konstruują mniej liczną grupę kobiet w wieku rozrodczym lub potencjalne zasoby pracy definiowane przez liczbę osób przy tak zwanym wieku produkcyjnym. Starzenie się populacji, czyli postęp liczby osób w wieku starszym, jest związane wraz z wydłużaniem życia ludzkiego, jednak ich udział w całkowitej populacji zależy od przemian płodności. Zatem problemem jest spadek płodności – pozostawanie jej na poziomie powyżej zastępowalności pokoleń intensyfikuje przebieg starzenia się ludności.

W dyskusji na temat starzeniu się ludności na świecie odwołujemy się dzięki ogół do struktury wieku i osób w stuleciu 60 lat i więcej uznawanych za osoby starsze. Ale w krajach rozwiniętych ta granica wieku starszego się przesuwa do 65 lat. Uważa się, że nie powinno być poszczególnego arbitralnego wieku, a powinno to zależeć od oczekiwanej długości życia w danym kraju. Przyjmuje się, że okres wieku starszego musi trwać co najwyżej piętnasty lat. Zatem na przykład w Szwecji w 2013 roku wiek starszy dla kobiet to około 75 lat, zaś dla mężczyzn – 70 lat. W tym samym roku zbytnio starszą osobę w Naszym kraju należałoby uznać kobietę przy wieku co najmniej 71 lat oraz mężczyznę przy wieku 66 lat. Uznaje się, że ten mierzenie daje dokładniejszy obraz tego, jak przebiega proces starzenia populacji. Wedle tego nowego podejścia liczba osób starszawych nadal będzie rosła, lecz już nie tak szybko.

Źródło: GUS Piramida ludności w Naszym narodzie

Jestem za elastycznym wiekiem emerytalnym. Może stać się wówczas wiek wyjściowy od 65 do 70 lat, jednak zmiana statusu w dziedzinie roboty polegałaby na częściowym i stopniowym wycofywaniu się, łączeniu świadczenia emerytalnego z kontynuacją pracy, ale w zmniejszonym wymiarze. W ten strategia można by korzystać z doświadczenia osób starszych w rynku pracy, a z drugiej strony nie byłyby one zbytnio obciążone. To jest kierunek, w jakim powinniśmy zmierzać. W Polsce jest to niestety również przymus ekonomiczny, bo zostanie mniej osób, które potrafią pracować, czyli osób przy tak zwanym wieku produkcyjnym. Jednak trzeba dodać, hdy choć mamy coraz więcej osób w starszym wieku, to cieszą się one lepszym zdrowiem niż osoby w tym samym stuleciu kalendarzowym kilkanaście lat temu. Dlatego arbitralne odchodzenie z rynku pracy w wieku 60 lat nie dzierży sensu. Poza tym przy zmniejszających się potencjalnych zasobach pracy musimy je jak najlepiej wykorzystać. Coraz silniej odczuwamy bowiem barierę wzrostu, jaką jest brak pracowników. W ciągu najbliższych 20-30 lat kluczową sprawą wydaje się jak najlepsze wykorzystanie potencjału ludzkiego i wzrost osób aktywnych zawodowo, by tworzyły PKB i płaciły podatki, z których finansowane istnieją świadczenia emerytalne.

Imigracje mogą pomóc przy ograniczaniu spadku zasobu jednostek zdolnych do pracy. Nie ulega wątpliwości jednak, że sama imigracja ludności nie jest mógł zahamować starzenia ludności jak i również nie zastąpi wzrostu dzietności. Dlatego należy się zastanowić, jak wspierać dzietność, zwłaszcza iż możliwości podniesienia jej będą ograniczone. Ważne jest, by ten wskaźnik nie wynosił 1, 3, ale był bliżej 1, 8 bądź 2 - progu zastępowalności pokoleń. Ale imigracja pozostaje ważnym czynnikiem kształtującym przyrost rzeczywisty, który łagodzi wyniki negatywnego przyrostu naturalnego. Nasze państwo już się otworzyła w imigrantów, tylko się na temat mało mówi. Mówimy na temat, że mamy około milion pracowników z Ukrainy, dysponujemy wielu studentów zza zachodniej granicy. Jednak podkreślam - imigracja nie jest pomysłem na definitywną zmianę przebiegu procesu odtwarzania pokoleń. Owocuje w bilansie zasobów ludzi w wieku produkcyjnym, ponieważ z reguły przyjeżdżają ludzie młodzi. Najlepszym przykładem są Niemcy, które od wielu lat 70. wspierają swój rynek pracy. Ale dzietność pozostawała na niewielkim poziomie około 1, cztery przez długie lata. Przed chwilą po 2010 roku stopień dzietności się poprawił (około 1, 6 w 2017 roku), co można przypisać konsekwentnym działaniom polityki domowej od ponad 10 czasów. Wkład imigrantów w dzietność nie jest na tak wiele znaczący, by zasadniczo zmienić tę sytuację. Nie mamy możliwość ignorować imigracji, ale pani nie rozwiąże naszych zagrożeń wynikłych z utrzymywania się niskiej dzietności.

Irena E. Kotowska jest profesorem zwyczajnym w Instytucie Statystyki i Demografii Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, kieruje Zakładem Demografii. Jest również wiceprzewodniczącą Rady Fundacji dla Nauki Polskiej, przewodniczącą Komitetu Nauk Demograficznych PAN. Zalicza się do zespołu ekspertów przy Kancelarii Prezydenta RP pracujących ponad programem polityki rodzinnej. Kooperuje z GUS w zakresie badań demograficznych, rynku pracy i warunków życia gospodarstw domowych, a także spośród Instytutem Badań Edukacyjnych a także UNDP. Jest ekspertem krajowym w zakresie procesów ludnościowych, sektora zatrudnienia i statystyki społecznej, a także badań w dziedzinie nauk społecznych i humanistycznych. Członek Naukowej Rady Statystycznej, Rządowej Rady Ludnościowej, oraz Komitetu Nauk o Pracy i Polityce Społecznej PAN oraz członek Interdyscyplinarnego Zespołu ds. Współpracy z Zagranicą w MNiSW. Jest przedstawicielem Polski po European Statistical Advisory Committee, ciała doradczego dla Eurostatu. Została powołana do Expert Group on Social Investment for Growth and Cohesion Komisji Europejskiej.