Po 1989 roku kalendarzowego ludzie zaczęli uczyć się żyć od nowa. Powstawało dużo nowych inicjatyw, jakikolwiek próbował, bo właściwie wszystko było dozwolone. To dawny bardzo trudne czasy na rzecz wielu osób. Dla osób wraz z kolei rozpoczął się czas nowych wyzwań - twierdzi w rozmowie z Business Insider Polska Irena Eris - założycielka i współwłaścicielka rodzinnej firmy Dr Irena Eris.

Mija 30 lat odkąd Polska wkroczyła na drogę przemian ekonomicznych. Czas na streszczenie, dlatego na Business Insider Polska publikujemy rozmowy wraz ze świadkami i bohaterami tych wydarzeń. Ostatnio rozmawialiśmy wraz z Henryką Bochniarz, teraz czas na Irenę Eris - założycielkę przedsiębiorstwa Dr Irena Eris.

Mateusz Gąsiorowski, Business Insider Polska: Na stronie internetowej państwa firmy można wyczytać, że "powstała spośród marzeń, pasji i pracy". O czym marzyła pani z początku lat 80.?

Irena Eris: Marzyłam, aby móc realizować się przy tym, co potrafię i lubię. Początki nie dawny łatwe. Jestem z wykształcenia farmaceutką i chciałam wykorzystać tę wiedzę. Założeniu prywatnej działalności nie sprzyjała pozycja polityczna w polsce. Stanęłam w rozstaju dróg zawodowych z pytaniem, czy ryzykować jak i również iść na „swoje”, bądź zostać na państwowej posadzie w warszawskiej Polfie. Pragnienie spełniania marzeń i realizowania swoich pasji wygrało. Pozwoliły mi na wówczas oczywiście różne okoliczności, m. in. pożyczka od rodziców.

Rzuciła pani bezpieczną pracę w państwowej spółce, żeby robić coś w własną rękę. Odważna decyzja jak na tamte czasy.

Wtedy nie zdawałam samemu sprawy z tego, jakie możliwości czyli własny biznes. Uważałam, że najważniejszy jest wyrób. Nie uświadamiałam osobiście jednak, jak bardzo skomplikowane wydaje się prowadzenie firmy. Oprócz towaru, jest wiele różnych części, które decydują o powodzeniu takiej inicjatywy.

Firma wystartowała w 1983 roku. W tle mamy forma wojenny i - powiedzmy łagodnie - nie do odwiedzenia końca pozytywne nastawienie władz i społeczeństwa do niekomercyjnych przedsiębiorców.

Niestety, decyzja pracy we własnej firmie miała swoją cenę. Miałam już wówczas doktorat, znajomość dwóch zachodnich języków. Jak w ówczesne czasy byłam wykształcona, świat stał przede mną otworem. Ale musiałam zejść z poziomu naukowca do poziomu rzemieślnika, bo wyłącznie w tym sektorze można było wówczas prowadzić biznes.

Dzisiaj mówi się na tek krok prywatna firma, kiedyś stało to po prostu rękodzieło. Ludzi, którzy zakładali własne firmy ani państwo nie wspierało, ani nie było to społecznie akceptowane. Nie zwracałam jednakże na to uwagi. Spojrzałam przed siebie i stwierdziłam, hdy pojawiła się okazja, by spróbować i zaryzykować. W przypadku niepowodzenia zawsze umiałam sobie przecież znaleźć odmienną pracę. To nie stało się być albo nie być. Głęboko wierzyłam jednak, że mi się uda.

Skąd ta wiara? O badaniu rynku nikt w takim przypadku nie myślał.

Nie stało się żadnego badania rynku czy nawet biznesplanu. Miałam wyłącznie obszerną wiedzę, w tym również o skórze i wiedziałam, czego ona wymaga. Na rynku odczuwało się niedosyt wszystkiego. W sytuacji, gdy pojawiał się jakiś krem, produkowany przez państwowy wytwórnia, od razu znikał spośród półek.

Wiedziałam również, że jeden krem wówczas za mało, bo musi być on dopasowany do rodzaju skóry, części ciałka czy pory dnia. Od samego początku miałam marzenie, by stworzyć całą gamę kosmetyków, zróżnicowaną jeśli idzie o potrzeby polskich kobiet i różne typy skóry. Tego nie było, zaś ja wiedziałam, jak je stworzyć.

Warunki do odwiedzenia zakładania firmy nie dawny jednak sprzyjające.

Było bardzo trudno. Firma wystartowała po 1983 roku, ale załatwianie wszystkich formalności rozpoczęło się ponad rok wcześniej. Oczekiwania były bardzo specyficzne. Wszystko po to, by nie ułatwiać rozwoju przedsiębiorczości. Dzisiaj może to wyglądać dziwnie, że własny interes otwiera się rok, jednak wówczas to była reguła, czasem trwało to jeszcze dłużej.

Wszystko rozpoczęło się od małego pubu, jednego garnka i maluszka?

Dysponowałam znajdującym się u dołu Piasecznem, 50-metrowym, wynajętym pomieszczeniem po piekarni, i zatrudniałam jedną osobę. W początku produkowałam tylko jeden rodzaj kremu, bowiem na tyle wystarczyło mnie pieniędzy. Masę kremową przygotowywałam w metalowym garnku jak i również mieszałam przy pomocy specjalnie skonstruowanego urządzenia. Potem swoją ręką nakładałam to do pudełeczek, a mój mąż rozwoził Fiatem 126p, pracując nadal na państwowej posadzie. Pomagał w tym, na co mi brakowało czasu – m. in. w kontaktach z urzędami.

To, co robiłam było dzięki owe czasy bardzo oryginalne. Wiedziałam, jak powinna wypatrywać prawdziwa maszyna do robienia emulsji, ale nie mogłam osobiście na nią pozwolić. Po Polsce w ogóle odrzucić było takiego sprzętu, a poza krajem taka mała maszyna kosztowała 30 tys. dolarów. Próbowałam się jednak tymi środkami, którymi dysponowałam, zrobić niesłychane. Tak żyła cała Nasze państwo. Kobiety szyły sobie modne ubrania, bo dzięki oryginalne nie było ich stać, malowały buty, aby nadążać za trendami. Którykolwiek był zaradny.

Ludzie chcieli kupować te kremy?

Gdy mąż zaczął rozwozić pierwszy krem, półtłusty, w największym stopniu uniwersalny, okazało się, że państwowe sklepy nie zostały zainteresowane współpracą z osobistym wytwórcą. Myślę, że nie było na to przyzwolenia odgórnie. Sklepy zajmowały się wtedy sprzedażą produktów wytwarzanych przez państwowe zakłady, a tzw. prywaciarz w praktyce nie miał do wymienionych wstępu, mimo że dzięki półkach nic nie było, a klientki ciągle przychodziły i pytały. To stało się pierwsze twarde zderzenie wraz z rzeczywistością. Wcześniej wydawało mi się, że ponieważ nie ma produktów, wówczas sklepy chętnie będą zbywać moje kremy, bo klienci byli.

Foto: Karol Serewis / Getty Images Irena Eris jest przedsiębiorcą, założycielką i współwłaścicielką (wraz z mężem Henrykiem Orfingerem) firmy Dr Irena Eris i jedną z najbogatszych Polek

Wtedy też zapoczątkowały działać sklepy ajencyjne, innymi słowy prowadzone przez prywatnych przedsiębiorców. Tam było lepsze zaopatrzenie, można było częściej dostać pożądane produkty. Jednak te sklepiki były z kolei więcej zainteresowane produktami znanych marek. Mąż bardzo nierzadko zderzał się ze ścianą, bo właściciele tych drogerii pytali, co to właściwie jest i kto wówczas kupi. Do tego dochodziła rzecz marży, którą narzucał sklepik.

Po pewnym momencie okazało się jednak, hdy kobiety „to” kupują jak i również w 1984 roku zaczęliśmy sprzedawać coraz więcej. Miałam prawo wprowadzić dzięki czemu drugi krem, nawilżający, i zatrudnić 2 kolejne osoby, które pomagały w pakowaniu. Po roku mąż zwolnił się spośród pracy w Ministerstwie Komunikacji, bo widać było, że biznes zaczął "nabierać kolorów".

Wtedy już czuliście, że to ma treść i może się udać?

Tak było, ale później okazało się, że progres firmy nie jest ten prosty. Nieustannie przychodziły różnorodne kontrole, władze patrzyły w prywatną działalność bardzo nieżyczliwie. Np. tuż zanim transformacją, produkowałam mniej niż mogłam sprzedać. Mogłabym bez wątpienia zwiększyć zatrudnienie, żeby to zrównoważyć, ale wiedziałam, iż nikt na to nie zaakceptować pozwoli. W tamtych epokach tolerowane były jedynie mikroprzedsiębiorstwa, takie jak zakłady fryzjerskie czy małe zakłady rzemieślnicze. Dynamiczny rozwój firm odrzucić spotykał się z aprobatą.

Były inne trudne momenty?

Były bardzo przykre chwile. Od samego początku chciałam, żeby mój produkt zapakowany był w urodziwe, charakterystyczne pudełeczka. Marzyliśmy, aby nasz krem się wyróżniał na półkach, więc zleciliśmy wyprodukowanie specjalnych opakowań. Niestety - ponieważ nie mieliśmy pieniędzy i trafiliśmy dzięki marnego producenta - odrzucić mogliśmy doczekać się dostawy. Miałam już zrobione masy kremowe i nie było w co ich pakować. Codziennie czekałam na worka, które w efekcie przenigdy nie dotarły.

Sytuacja była dramatyczna. Zainwestowałam pieniądze, miałam przygotowany produkt i żadnych dodatkowych środków skarbowych. Zostałam z kremem, którego nie mogłam sprzedać. Moja pracownica - na pierwszym miesiącu działania przedsiębiorstwa – dobrze orientowała się w sytuacji. Proszę sobie wyobrazić, że odmówiła wtedy przyjęcia wynagrodzenia. Wreszcie na namowach je przyjęła, jednak te pieniądze były przeze mnie pożyczone od znajomych. Nie mieliśmy własnych. Byliśmy w krawędzi.

Uratował nas zbieg okoliczności. Mąż spotkał pewnego dnia mężczyznę, który to produkował opakowania do kremów. Akurat zostało mu mniej więcej tysiąca pudełeczek i postanowił dać je nam na kredyt. Dzięki temu mogłam zapakować produkt i zacząć sprzedaż. Te pudełka nas uratowały.

Potem doszło w Polsce do przełomu.

W 1989 roku kalendarzowego firma była już znakomita. Pracowało w niej dwunastu osób i - jak wcześniej wspomniałam - miałam świadomość, że nie jestem w stanie bardziej podwyższyć zatrudnienia i produkcji. Pies z kulawą nogą wówczas nie pozwoliłby, by rodził się w Polsce kapitalizm. I znowu doszło do szczęśliwego zbiegu przyczyn - przyszły reformy Balcerowicza.

Nagle z łatwych rzemieślników staliście się kapitalistami, biznesmenami w nowoczesnym wersji.

Zobaczyłam wtedy, że zdołam się rozwijać. Marzyłam o tym wcześniej, ale nie umiałam wykonać tego ruchu. Nagle okazało się, iż biznes ma aprobatę państwa. Wtedy z mężem podjęliśmy decyzję, żeby kupić grunt w Piasecznie i skonstruować własny już zakład, do którego przenieśliśmy się w 1993 roku.

Foto: Piotr Małecki / Getty Images Ludzi, którzy zakładali osobiste firmy, ani państwo odrzucić wspierało, ani nie stało to społecznie akceptowane - wspomina Irena Eris

Zwiększyliśmy zatrudnienie, nabyliśmy nowe, bardzo nowoczesne maszyny. Mogliśmy zabrać na to kredyt, na temat czym wcześniej nawet nie myśleliśmy. Dzięki czemu, że puściły te wcześniejsze hamulce, ta sprzedaż poszła bardzo równo w górę i następnie zaczęła się na naszym poziomie stabilizować – czyli nasza podaż wreszcie mogła sprostać popytowi.

Firma prężnie się rozwijała, a w tym czasie urzędowe przedsiębiorstwa upadały, ludzie tracili pracę, musieli z poranka na dzień odnaleźć się w zupełnie innej świat.

Po 1989 roku jednostki zaczęli uczyć się żyć jeszcze raz. Powstawało dużo nowych inicjatyw, każdy próbował, bo właściwie wszystko było dozwolone. To były bardzo trudne czasy dla wielu osób. Dla nas rozpoczął się okres nowych wyzwań. Rozpoczeliśmy pracować nad własnym programem dystrybucji i powstało Środku Naukowo-Badawcze Dr Irena Eris, dzisiaj jedno z najnowocześniejszych w Europie.

Polska otworzyła się wtedy w zachodnich producentów. Czuć było większą konkrecję?

Zagraniczni giganci kosmetyczni, z doświadczeniem jak i również pieniędzmi, zaczęli wtedy wchodzić do Polski i dysponowali jeden cel - zdominować rynek. Polski rynek wyraził się jednak nietypowy, ponieważ ludzie byli przywiązani do polskich produktów i to zderzenie nie było na rzecz nas miażdżące. Do moją osobę nawet nie do ukończenia docierało, że konkurencja jest coraz większa. Zajęci umiłowanymi problemami nie mieliśmy periodu się tym zajmować i to przyniosło efekty. Szliśmy własną drogą.

Kiedy tutejszy rynek zaczął stanowić za mały?

To było na początku XXI wieku. Doszliśmy do wniosku, że trzeba zacząć eksportować, otworzyć się na nowe rynki. Dzisiaj wysyłamy nasze produkty do odwiedzenia ponad 50 krajów - europejskich, na Bliski Wschód i do północnej Afryki. Jesteśmy też w południowo-wschodniej Azji oraz w Nowej Zelandii.

Z czymże muszą dzisiaj zmagać się polscy przedsiębiorcy?

Mamy bardzo duży problem z przewidywalnością. Nie jest dobrze, gdy prawo zmienia się bardzo szybko i jeszcze przerabia się w sposób niedoskonały, z licznymi poprawkami. Przez to właściciel firmy odrzucić wie, jak planować budżet czy jak odnaleźć się w tej rzeczywistości. Uprawnienie powinno zmieniać się przy sposób przewidywalny, po konsultacjach, a nie w toku karuzeli. Jest również kłopot z interpretacją przepisów - często nie można do niej uzyskać, a popełniając niedobór, ponosi się konsekwencje. Wówczas nie jest korzystne dla progresu biznesu.

Wasz wotum jest brany pod atencję?

Powiem krótko - musi być więcej konsultacji i różne grupy powinny być wysłuchiwane.

Politycy nie zaakceptować pomagają?

Politycy nigdy nie pomagali i nie posiada w tym nic niepokojącego. Uważam, że biznes winien rządzić się własnymi prawami. Wystarczy nie przeszkadzać. Znaczący jest jednak wizerunek własnego kraju. Jeżeli będzie on dobrze budowany, to przedsiębiorcom będzie łatwiej eksportować. Politycy mają tutaj swe do zrobienia, to katalogów zadanie. Moim zadaniem jest natomiast rozwijać biznes i płacić podatki.

Czy działają u pani układy zawodowe?

Nie, związków zawodowych nie ma i przenigdy nie było żadnej inicjatywy, aby zaczęły działać. Jednak mamy Radę Pracowniczą, spośród którą bardzo dobrze nam się współpracuje. Bardzo mnie zależy na tym, by pracownicy dobrze się w firmie czuli i aby jak najmniej rzeczy dywanom przeszkadzało. W tym zamysle prowadzimy również regularnie anonimowe badania opinii pracowników. Zawsze są jakieś bolączki i staramy się je rozwiązywać.

Przedsiębiorstwa odczuwają oddziaływanie zmieniającego się rynku pracy?

Rynek pracownika to zjawisko. Kiedyś konkurowało się na temat pracodawcę, a dzisiaj walczy się o pracownika. Są stanowiska, na które bardzo ciężko, mimo silnej marki, pozyskać pracowników i gdzie dodatkowo rotacja wydaje się być bardzo duża. Tak jest np. w hotelach. Oczywiście, jak wiele innych firm, staramy się wspomagać imigrantami z Ukrainy czy Azji, jednak w stosunkowo niewielkim zakresie.

Foto: MICHAL SKORUPSKI / East News "Firma wystartowała w 1983 roku, ale załatwianie wszystkich formalności rozpoczęło się ponad rok kalendarzowy wcześniej. Wymagania były bardzo specyficzne"

Firma Dr Irena Eris działa od 36 lat. Dzisiaj to nie tylko kosmetyki, ale też gabinety kosmetyczne, Centrum Naukowo-Badawcze i Kosmetologiczne Instytuty. Co dalej?

Najważniejszy jest rozwój poprzez wywóz towarów, badania i wprowadzanie kolejnych produktów. Ważne są innowacje, aby odróżniać się w dziedzinie. A przy okazji: Polacy są innowacyjni, paradoksalnie przez to, jak przeszliśmy w historii. Sądzę, że to wyrobiło po nas zaradność życiową jak i również po 1989 roku błyskawicznie poszliśmy naprzód. Z tego czerpaliśmy i chcemy sięgać w przyszłości.

Spełniła pani swoje marzenia z początku lat 80.?

To, co się stało, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Liczyłam wtedy, że mi się uda, będę mogła przy tym moim niewielkim laboratorium pracować do samego końca aktywności fachowej. Wyszło jednak "trochę" lepiej. Zostaliśmy m. in. w charakterze jedyna polska firma jak i również jedyna niefrancuska marka kosmetyczna zaproszeni do Comité Colbert, czyli prestiżowego stowarzyszenia najbardziej luksusowych światowych marek, pośród których znajdują się m. in. Chanel, Dior, Hermes, Budynek Ritz czy Louis Vuitton. Gdyby ktoś mi dawniej powiedział, że tak wówczas wyjdzie, nie uwierzyłabym. Sądzę, że to mieszanka determinacji, wiedzy i szczęścia.

******

Irena Eris jest przedsiębiorcą, założycielką i współwłaścicielką (wraz z mężem Henrykiem Orfingerem) firmy Dr Irena Eris i jedną wraz z najbogatszych Polek. Na berlińskim Uniwersytecie Humboldta obroniła rozprawa z farmacji.