Obyś żył w ciekawych czasach – brzmi chińskie przekleństwo. I wszystko wskazuje na to, że właśnie takie nadchodzą. Ale jest prędzej pewne, że Chińczycy nie mają z tym guzik wspólnego. Całą odpowiedzialność za tę "ciekawość" powinna brać inflacja, która w 2018 r. da o samemu znać, skłaniając Rpp do pierwszej od lat podwyżki stóp procentowych. I nie ma wątpliwości, że wzrost kosztu pieniądza wprowadzi sporo zamieszania po portfelach Polaków.

Już w listopadzie inflacja 2017 r. CPI skoczyła do odwiedzenia 2, 5 proc., dobijając tym samym do celu inflacyjnego NBP. Część specjalistów uważa, że w 2018 r. wskaźnik wzrostu cen towarów i usług odszukać się może powyżej poziomu wyznaczonego przez bank centralny. To w istocie wiązałoby się z podwyżką stóp procentowych przez RPP.

- Napływ emigrantów zza zachodniej granicy nie zmieni znamiennie sytuacji na lokalnym branży pracy. Oczekuję dalszego spadku bezrobocia i kontynuacji presji na wzrost płac. Gdy dołożymy do tego konsumpcję wspieraną programami socjalnymi, zaś także boom na sektorze nieruchomości mieszkaniowych i lepsze ceny na stacjach paliw, może się okazać, hdy wzrost cen zacznie zbliżać się do górnego odchylenia celu inflacyjnego, co wydaje się być moim scenariuszem bazowym na 2018 r. Uważam, iż dynamika inflacji CPI ma możliwość znaleźć się w okolicach 3, 2-3, 5 proc., co powinno skłonić RPP do odwiedzenia podniesienia poziomu stóp procentowych – prognozuje Szymon Juszczyk, zarządzający portfelami RDM Wealth Management.

Presja płacowa zacznie wpływać na inflację

Foto: Szymon Juszczyk / RDM Wealth Management Na ceny żywności i napojów bezalkoholowych od strony popytowej najmocniej wpływa dochód rozporządzalny. Tenże natomiast jest bardzo równo uzależniony od sytuacji dzięki rynku pracy i strategii socjalnej rządu. Spadające bezrobocie, rosnąca dynamika wynagrodzeń i program 500+ wyraźnie wpłynęły na wzrost sprzedaży szczegółowej oraz wzrost cen przy tej kategorii.

W minionych miesiącach wzrost cen konsumpcyjnych w Polsce był dosyć stonowany w zestawieniu wraz z skalą gospodarczego przyspieszenia. Jakie możliwości prawda w listopadzie inflacja skoczyła do 2, 5 proc., ale głównie jest to efekt wzrostu cen energii i żywności. Kiedy wyjmiemy z „koszyka” żywność i energię, to okazuje się, że inflacja bazowa dotyka się wokół 1 proc., a więc pozostaje w dość niskich poziomach. Wciąż nie widać presji płacowej, o której tak hucznie mówi się ostatnio. Ale to wkrótce się zmieni.

- Wraz ze względu na przyspieszenie przyrostu PKB w Polsce i dalszy wzrost i zatrudnienia i wynagrodzeń w mnogości sektorów naszej gospodarki, powinno się oczekiwać wzrostu inflacji, przede wszystkim bazowej, której dynamika może się podwoić po przyszłym roku (z 0, 9 do prawie 2 proc. ). Ogólnie różnica między odczytem urzędowej inflacji CPI i inflacji bazowej, teraz relatywnie ogromna, powinna ulec istotnemu zmniejszeniu – uważa Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji w Investors TFI.

Łukasz Rozbicki z MM Prime TFI zakłada z transportu, że w 2018 r. inflacja CPI ustabilizuje się na poziomie 2-2, pięć proc. jednak również on zwraca uwagę na duży wzrost kosztów robocie w 2017 r., który to nie został jeszcze przełożony na klientów. Możliwe dlatego, że wiele przedsiębiorstw będzie podwyższać swoje cenniki przy Nowym Roku, co egzystowałoby czynnikiem inflacjogennym.

Podobnego zdania jest Piotr Bielski, ekonomista Banku Zachodniego WB, który uważa, że dynamika CPI w 2018 r. będzie się wahać jak na przykład na huśtawce, początkowo spadając do ok. 2 proc., przekraczając cel 2, pięć proc. w połowie roku kalendarzowego, a potem wracając nawet poniżej 2 proc. za sprawą wysokiej bazy po cenach żywności i ciepła.

- Jednocześnie, inflacja bazowa przyspieszy pod działaniem rosnącej presji płacowej i kosztowej. Najbardziej dotknięte tym zjawiskiem będą ceny propozycji, gdzie udział kosztów pracowniczych jest relatywnie duży, an ekspozycja na konkurencję międzynarodową jest ograniczona – określa Piotr Bielski. I dodaje:

Odpowiedź na nierzadko zadawane pytanie „dlaczego nie zaakceptować widzieliśmy tego wpływu do tej pory” jest nieskomplikowana – przełożenie zazwyczaj jest opóźnione o przynajmniej trzy kwartały, więc będziemy jeszcze musieli poczekać na efekt rosnących płac, bowiem kierunek ten przyspieszył gwałtownie wówczas w drugiej połowie 2017.

W opozycji wydaje się być Kornel Kot, analityk DM TMS Brokers, który nie zaakceptować spodziewa się, by presja płacowa wyraźnie przekładała się na procesy cenowe. Czemu?

– Między innymi dlatego, że za lwią część podbitej dynamiki wynagrodzeń odpowiadają dość pokaźne trzynastki w górnictwie. Najsilniejszy skok cen powinien być obserwowany na koniec drugiego kwartału, wówczas gdy roczna stopa inflacji CPI dotknie okrągłego poziomu 3 proc. Średniorocznie wyniesie dwóch, 1 proc. - prognozuje Kornel Kot.

Co z tą żywnością?

Foto: Szymon Juszczyk / RDM Wealth Management Trzy największe składniki - żywność jak i również napoje bezalkoholowe, użytkowanie mieszkania i nośniki energii i transport – odpowiadają zbytnio ponad 53 proc. wkładu we wskaźniku inflacji CPI.

Żywność drożeje nieprzerwanie od czasu wiosny 2017 r. Ceny paliw z kolei podskoczyły w samym tylko listopadzie o kilkanaście groszy, a kurs ropy na globalnych rynkach od czerwca podniósł się o ponad 20 dolarów za baryłkę (co oznacza około 50 – proc. wzrost). Co dalej?

Piotr Bielski z BZ WBK prognozuje, hdy żywność wciąż będzie w największym stopniu wpływać na inflację w 2018 r., ale sądzi, że w najbliższych kwartałach wyhamuje z racji korygowania ostatnich wzrostów cen produktów spożywczych na światowych rynkach i lekkiego umocnienia złotego w ujęciu rocznym.

- Widzimy ograniczony potencjał do dalszego trwałego wzrostu cen ropy naftowej. Jednak nawet przy spadku ceny ropy Brent do 60 dolarów za baryłkę w 2018 r., wystąpiłby przejściowy wzrostowy impuls gwoli inflacji ze strony wartości paliw z powodu niskiej bazy tego składnika przy pierwszej połowie 2017 r. Ceny energii powinny się ustabilizować blisko 2, 5 proc. r/r przez ogromniejszą część roku i lekko wyhamować na koniec 2018 r. Nie wykluczamy niewielkich podwyżek cen taryfowych gazu jak opóźnionego efektu droższego węgla i ropy – prognozuje Piotr Bielski z BZ WBK.

Ekonomiści Citi Handlowego twierdzą z kolei, że dynamika cen pokarmu osiągnie swoje maksimum własne w czwartym kwartale 2017 r., a w pierwszym kwartale 2018 r. pęd wzrostu cen żywności pocznie się obniżać z uwagi na prognozowany przez nich spadek opłat produktów mlecznych, mięsa (kontynuacja spadkowej fazy cyklu na rynku wieprzowiny) oraz jaj (osłabienie popytu na naszego kraju eksport związanego z wykryciem fipronilu w jajach w Europie Zachodniej). Eksperci dodają:

Dodatkowo w kierunku obniżenia rocznej dynamiki cen pokarmu oddziaływać będzie niższe pęd wzrostu cen warzyw spośród uwagi na efekty wysokiej bazy sprzed roku związane ze stratami mrozowymi dzięki południu Europy. Czynnikiem oddziałującym w kierunku obniżenia inflacji żywności będzie również prognozowany przez nas spadek cen cukru, będący konsekwencją zniesienia kwot cukrowych. Od innego kwartału inflację żywności obniżać będą również efekty szlachetnej bazy w przypadku opłat owoców, związane z tegorocznymi wiosennymi przymrozkami.

- W efekcie uważamy, iż przez cały 2017 r. roczna dynamika cen pokarmu będzie kształtować się po trendzie spadkowym i po czwartym kwartale obniży się ona do -0, 1 proc. r/r. Prognozujemy, że deflacja wystąpi przy kategoriach „mleko, sery, jaja”, „oleje i tłuszcze”, „owoce” oraz „cukier”. – pokazują ekonomiści Citi Handlowego.

Będą podwyżki stóp procentowych. Co to oznacza?

Wbrew deklaracjom NBP, ekonomiści zapewniają, że podwyżki stóp procentowych w 2018 roku są bardzo prawdopodobne. A powinno się pamiętać, że byłaby wówczas pierwsza podwyżka kosztu pieniądza od lat. Dlatego szykuje się niemała rewolucja po portfelach inwestorów i kredytobiorców.

Gwoli przypomnienia: stopa procentowa to inaczej cena płacona za pożyczony fundusz. Bank centralny określa stopień podstawowych stóp procentowych, zaś poprzez operacje otwartego branży wpływa na krótkoterminowe stopy rynkowe.

Zdecydowana wielu kredytów - czy to hipotecznych, czy konsumpcyjnych - ma oprocentowanie zmienne, to znaczy zależy od tego, jaki jest poziom stóp procentowych. Dla przykładu: posiadacze kredytów hipotecznych w złotych, którzy dzisiaj cieszą się niskim oprocentowaniem, ze względu na małe poziomy stawki WIBOR, już za jakiś czas są płacić zdecydowanie wyższe koszty. O ile?

Michał Krajkowski, główny analityk Notus Finanse wyliczył, że przy najbardziej skrajnym przypadku (gdyby stopy poszły w górę o 2 pkt proc. ) rata kredytu ma możliwość wzrosnąć aż o 25 procent. Wielu kredytobiorców będzie na taki wzrost przygotowanych, gdyż jeśli zadłużyli się kilka lat temu, wówczas z pewnością pamiętają termin wysokich stóp procentowych jak i również jeszcze wyższych rat. Świeża, wyższa rata będzie jednak z pewnością wyzwaniem dla osób spłacających swoje zobowiązania od 2-3 lat.

Z drugiej strony powody do radości mogą mieć oszczędzający na lokatach. Przez lata ich zarobek był przeciętny. Dość powiedzieć, że oprocentowanie depozytów rocznych nie przekraczało średnio 1, 5 proc. Jeśli stopy pójdą w górę, również zyski z lokat wzrosną.